Etiuda dis-moll op. 8, nr 12 to jeden z ulubionych przeze mnie utworów Skriabina. Być może nawet jeden z ulubionych utworów w ogóle. Niestety w przypadku arcydzieł zachwyt absolutny może zaistnieć tylko w obliczu samego tworu – jego idei, zapisanej z przybliżoną dokładnością w nutach. Wykonanie takiego ‘intencjanalnego dzieła’ (R. Ingarden) to już inna sprawa. Tu też pojawia się problem, obok pogrzebanego psa.

Niektórzy znawcy tematu, ale i przeciętni melomani, uważają, że najlepszym wykonawcą muzyki Skriabina (być może nawet lepszym od samego kompozytora?) był Vladimir Horowitz. W zasadzie trudno się spierać z tą tezą, wszak uchodził on (i nadal uchodzi) za jednego z najwspanialszych pianistów XX wieku, a co więcej specjalizującego się w wykonywaniu muzyki kompozytorów rosyjskich i wschodnioeuropejskich. Dodatkowo jego sposób gry jest bardzo żywiołowy, zdawać by się mogło – wyłamujący się z jakichkolwiek konwenansów. Doskonała technika i głęboka ekspresja – to cechy z pewnością pożądane u pianisty grającego Skriabina.

Niestety im częściej mam okazję usłyszeć wykonania muzyki Skriabina inne niż Horowitzowskie, tym większe stają się moje wątpliwości, czy aby Horowitz rzeczywiście był najlepszy w tym temacie. Wszystko zaczęło się właśnie od wspomnianej na początku Etiudy, oraz jej niezwykłego wykonania przez Evgeny Kissina. Dopóki jednak go nie usłyszałem – kochałem się w Horowitzowskim popisie, który znajdziecie poniżej:

Co ciekawe, mojej Żonie performance ten nie podobał się nigdy. Twierdziła, że Horowitz “gra jak dziecko, za bardzo wali”, i chociaż w ‘głębi duszy’ dobrze rozumiałem co ma na myśli bezczelnie starałem się przekonać Ją, że jako słuchacz nieobyty z rosyjskim ekspresjonizmem zwyczajnie nie pojmuje w czym rzecz. Jednak jej wątpliwości dały mi wiele do myślenia, w końcu muzyka ma przecież wyrażać ludzkie emocje, które winny być zrozumiałe dla całej reszty gatunku homo-sapiens (nawet jeśli byłyby to uczucia przerysowane, skrajne – jak to jest w przypadku ekspresjonizmu). Idąc tym tokiem rozumowania – wykonawca takiej muzyki musi znaleźć wyważony sposób na wyrażenie uczuć uwięzionych przez kompozytora w dźwiękach, a raczej idei tychże dźwięków. Oczywiście ekspresjonizm polega na skrajnym subiektywizmie we wszystkich elementach ‘momentu estetycznego’ (interakcji pomiędzy kompozytorem, wykonawcą i odbiorcą), jednak subiektywizm nie oznacza przecież całkowitego niezrozumienia. Owo ‘wyważenie’ powinno być więc świadectwem dojrzałego podejścia do utworu, świadectwem osobistego pojęcia jego treści. Nie mówię tu o powściągliwości, o braku swobody – wręcz przeciwnie! Niestety Horowitz zdaje się momentami męczyć, grając Etiudę dis, zupełnie tak jak męczą się niedojrzałe muzycznie dzieci uczące się dopiero gry na instrumencie. Horowitzowi nie brakuje techniki, nie brakuje też pomysłu na wykonanie utworu. Jest za to przesada, męczenie instrumentu i słuchaczy. Jest powódź dźwięków, które brzmią zwyczajnie nieprawdziwie. Niektóre inne utwory wymagają przecież dynamiki ffff czy wręcz ‘torturowania’ instrumentu, ponieważ taka jest prawda i tego akurat prawda wymaga. Jednak nie w tym utworze, a raczej – nie w tym wykonaniu. Gdyby bowiem Horowitz czuł to na prawdę, gdyby czuł tą przesadę jako prawdę — przestawałaby być przesadą, stawałby się prawdą i wszystko brzmiałoby inaczej, chociaż prawie identycznie. Niestety dla wprawionego słuchacza (może nie powinienem generalizować, uściślę więc – dla mnie) wykonanie to sprawia wrażenie nieudanego, nieprawdziwego.

Być może nie doszedłbym do tych wniosków gdyby nie konfrontacja z wykonaniem Kissinowskim:

Tutaj zbędny jest już jakikolwiek komentarz. Kissin po prostu dobrze wie co robi. Ja też dobrze wiem słuchając właśnie tego wykonania.

15 Komentarze

    • Martyna
    • Opublikowany środa - 8 sierpień, 2007 o 9:42
    • Link
    • Odpowiedz

    a ja uwazam że Horrowitz jak to grał był juz straym dziadkiem i dlatego nie dał z siebie wszytskiego ;P a tak ogólnie to nie wsyztsko rozumiem macieju co piszesz ale wydajesz sie byc człowiekiem osłuchanym i szalenie inteligentnym ale do tego zeby krytykowac horowitza Ci jeszcze daleko ;] .. hehe joke;)

    • Kubalon
    • Opublikowany środa - 8 sierpień, 2007 o 17:31
    • Link
    • Odpowiedz

    ma gavte la nata :P

  1. taak

  2. Wooo, oczki mnie bolusiają, tak wąska jest ta szpalta i tekst taki słabo kontrastuje z tłem. Ale sobie wyłączyłem CSS i jazda. Udany tekst, Maćku, ale wykonania przesłucham sobie, gdy nie będę przeszkadzał domownikom.

  3. Aż mi się Flash Player zawiesił od Kissina.

  4. Wiesz Janie, znajduje Twoje zastrzeżenia odnośnie szablonu nieuzasadnionymi! Wszak wąska szpalta wręcz ułatwia czytanie, zaś kontrast jest wystarczający (szare literki na białym tle to mało?). Natomiast szablon sam w sobie moim zdaniem jest bodaj najlepszym spośród darmowych dostępnych w wordpreSsie (i właśnie wcale nie ssie)!

  5. Owszem, szablon jest przepyszny, ale kolor czcionki to #888, czyli nieco jaśniej niż szary 50%. Ta dyskusja ma miejsce z 3000 px poniżej końca pozostałych szpalt. Słowem, cytując Jeża Jerzego “masz mocne argumenty ale nie przekonałeś mnie”.

  6. pozostałe kolumny do prowadzenia naszej dyskusji są nam wcale nie potrzebne, nie tęsknię więc za nimi. Wszystko co się w nich znajduje służy ułatwianiu przeszukiwania archiwum postów, a w późniejszym czytaniu raczej się nie przydają. Sam koncept megawąskiej kolumny (na wzór gazetowej szpalty) niezwykle ‘mnie się podoba’, chociaż…
    Jeśli chodzi o #888 – czytałem, że kontrast w okolicach 50% kontrastu biel-czerń, jest najmniej męczący oczy..więc nie wiem co o tym myśleć. ClearType + ta czcionka i czuję się jak na łące! ;) Teraz pozostaje jedno pytanie – jak się to wszystko ma do Scriabina? A tak, że nie ma księgi gości i tego typu uwagi trzeba pisać pod postami :(

    • cviii
    • Opublikowany czwartek - 16 sierpień, 2007 o 2:24
    • Link
    • Odpowiedz

    A ja uważam, że Horrowitz to jakiś horror ; ) Zaś Horowitz.. zarzucanie nieprawdy to straszne obciążenie. Moim zdaniem on tak czuł na prawdę. On tak miał że nieraz napieprzał w klawiaturę. Wielu go za to bardzo nie lubi. Ja dziwnym trafem akceptuję jego walenie w fortepian, choć w wykonaniu innych pianistów mnie to drażni. Mnie po prostu Horowitz przekonuje, wierzę mu. Aczkolwiek jego wykonanie kulminacji tej etiudy na recitalu w Moskwie gdy był już rzeczywiście bardzo starym dziadkiem brzmi jak odgłos wyburzanego biurowca. Taki był Horowitz, taką miał manierę. Mnie ona zazwyczaj odpowiada. Jest w niej coś histerycznego, maniakalnego, chorego. Jest bardzo indywidualna, jest bardzo ‘jakaś’. A przecież najgorsza jest nijakość. Źle też jest gdy ktoś wymusza ‘jakieś’ wykonanie uciekając nijakości. Akurat Horowitz moim zdaniem nie kłamie.
    Z kolei Kissin zachwyca mnie coraz bardziej. Kissin jest wręcz idealny. Gra pod każdym względem wspaniale. Nie jest taki pokręcony jak Horowitz. Nie jest taki ‘chory’. Nie naparza brutalnie brudnymi łapskami ; D przy tym oczywiście nie można mu odmówić wielkiej ekspresji. Jest ona znakomicie wyważona. W tym nagraniu Kissin ma już ze 30 lat, jest już dojrzałym, cholernie doświadczonym pianistą (zaczynał koncertować jako mały chłopiec) o perfekcyjnej technice (Horowitza też była świetna, mimo że zupełnie nieprawidłowa – przyuważyć można dziwnie niską pozycję łokci oraz dziwnie proste palce).
    Co powiem na koniec – cenię bardzo oba wykonania. A już zwłaszcza gdy porównam je sobie z nagraniami Władymira Sofronickiego czy Alfreda Cortot(a?), które są po prostu przykre. Jeszcze niedawno zdecydowanie wyżej stawiałem Horowitza. Teraz nie podejmuję się hierarchizacji. Ale wciąż twardo bronię dziada ; -)

    PS
    Proszę, oto tutaj link do pliku z nutami, na końcu jest dynamika fff. Nie chodzi oczywiście o torturowanie fortepianu, ale to naprawdę głośno jest:
    http://www2.free-scores.com/PUBLIC/Sheetmusicfox/EtudeOp8No12.pdf

    • cviii
    • Opublikowany czwartek - 16 sierpień, 2007 o 2:28
    • Link
    • Odpowiedz

    No nie mogę tego nie dodać – Skriabin po polsku pisze się Skriabin.

  7. Nie chodzi o wolumen (hehe, wolumin) brzmienia, ale o jakość dźwięku. Zresztą w zupełności się z Tobą zgadzam – Horowitz grał jak grał i robił to świetnie. Jednak nie zawsze robił to na żywo. Czasem jego gra brzmi jak..jakby człowieka który nie potrafi okazywać emocji takimi emocjami napoić. Horowitz nie przeżywał tego na scenie. To są odgrzewane kotlety. Stąd to walenie – bo robi wrażenie przeładowania emocjami..a to przecież oszustwo.
    Zuchwałe te moje sądy, zwłaszcza, że ostatnio nie słucham prawie nic innego, tylko w kółko Horowitza grającego Skriabina. Jestem jednak pewien, że nie robił bym tego, gdybym miał tą muzykę w wykonaniu Kissina. Jak się lubi to czego się nie ma, to się lubi co się ma..czy jakoś tak. Jak se pościelesz, koniom lżej.

    • student
    • Opublikowany wtorek - 21 sierpień, 2007 o 14:32
    • Link
    • Odpowiedz

    Zmieniam zdanie o ‘bloggowaniu o muzyce’. Facet, pisz takich kawałków więcej!

    • Piotr
    • Opublikowany środa - 24 październik, 2007 o 21:41
    • Link
    • Odpowiedz

    Własnie gram tą etiude. Jest cholernie trudna ale daje rade. Mysle ze naprawde cos z tego bedzie.
    Mysle ze wykonanie Kissina jest troche chaotyczne, za szybko mija całość. Jest świetne.

    Hor. Gra świetnie ale to zupełnie jego interpretacja. Zupełnie jego. Moze dobrze.
    znacie wykonanie Skrjabina? Gra to tak szybko ze nie ma jaj… a koncowka to juz nieslychac dzwiekow…. wodospad….

    • Tomasz
    • Opublikowany wtorek - 29 wrzesień, 2009 o 11:58
    • Link
    • Odpowiedz

    Jesli ktos jest zainteresowany to mam nagranie Skriabina z 1910 roku (spelnilem swoje marzenie i bylem w moskwie w muzeum S.),moge przeslac na maila.W jego wykonaniu trwa 1:50… Moje ‘zwątpienie’ w Horowitza (w kwestii muzyki S.) zaczęło się po wysłuchaniu V sonaty,mysle ze jest to znacznie lepszy przykład,brakuje tej ekstazy itp. Horowitz kilka razy nagrywał tą etiude,to faktycznie jest,hm..jakie jest.Ale krytykowac H. nie bede, bo do tego rowniez mi daleko.
    pozdrawiam.
    p.s.bardzo ciekawy tekst

    • Majkel
    • Opublikowany wtorek - 24 listopad, 2009 o 21:53
    • Link
    • Odpowiedz

    Kissin gra to za szybko, każda ekspresja przemija w momencie robi, bardzo chce każdy dżwięk przerzżyć, ale nie nadąża za swoimi myślami. Oczywiście nie wykluczam jego niewątpliwie wielkiego talentu, po prostu mimo,że Skriabin to ekspresjonizm, nie można całkowicie dać się ponieść emocjom. Czasem, gdy uczucia i wrażenia nagromadzą się w naszej duszy, tracimy nad nimi kontrolę i dźwięk staje się po prostu zbyt mało wyrafinowany, zaczynamy trzaskać w instrument. Miałem tak w przypadku Szymanowskiego i wierzcie mi, nie wyszło zbyt dobrze. A tak z innej beczki, to będę grał tę etiudę w przyszłym semestrze. Ale op.42 nr 5 jest chyba piękniejsza, głównie ten moment, który powoduje u mnie dreszcz przejęcia.


Napisz komentarz