Archiwa miesięczne: sierpień 2007

Kolejna bezsenna noc. Kolejne godziny męczarni..a wszystko przez (m.in.) Dodę!

Całe szczęście muszę was zawieść – nie kocham się w Dodzie, wręcz przeciwnie. Po prostu jestem moderatorem treści jednego z polskich wiodących portali internetowych. Nie, nie chwalę się – właściwie to narzekam! Jako moderator muszę ‘czytać’ mniej więcej 70 komentarzy co 5 minut, przy czym około 40% zawiera treści antysemickie, 30% antyPiSowskie, 25% antyPeOwskie, 50% antykatolickie, 90% stanowi przejawy skrajnej głupoty i analfabetyzmu, 25% nawołuje do przemocy, 10% obraża mnie bezpośrednio, a 20% dotyczy Dody. Muszę przyznać, że spośród wszystkich wymienionych procentów najbardziej mierżą mnie właśnie te ostatnie. Całe szczęście na nocnej zmianie liczba komentarzy znacznie spada, dzięki czemu, od czasu do czasu, mogę pozwolić sobie na pisanie bloga . Ale wróćmy do tematu – na czym więc, do jasnej cholery, polega ‘fenomen Dody’?

Odpowiedź na to pytanie jest zaskakująco prosta – ‘z braku laku i kit dobry’. Wystarczy wejść na jakikolwiek serwis muzyczny w Internecie (może poza tym na Gazecie.pl), a szybko okazuje się, że mniej więcej połowa postów dotyczy Dody. Dlaczego? Ponieważ Doda to jedyna polska ‘Gwiazda z prawdziwego zdarzenia’. Chodzi mi oczywiście o ten specyficzny styl amerykańskich ‘celebrities’, którzy żyją z tego kim są, a nie z tego co robią. W Polsce taki status jak na razie wypracowała sobie jedynie Doda. Na tym etapie kariery w zasadzie nie ma już większego znaczenia czy wygląda ładnie czy brzydko; czy śpiewa ładnie czy brzydko; itd. Teraz nie ważne jest już wręcz czy Doda w ogóle jeszcze śpiewa! Ważne, że po prostu jest, że żyje, ponieważ kariera ‘celebrity’ to niekończące się RealityShow.

Płyty sprzedają się same, bo nie chodzi o to żeby ich słuchać, ale żeby je mieć. W zasadzie w grę wchodzi już wyższa psychologia. Dziewczęta, które mają mały biust i krzywe nogi chcą wyglądać jak Doda; dziewczęta które mają duży biust i krzywe nogi – wyglądają jak Doda, łatwo się więc z nią utożsamiają; chłopcy, którzy chociaż raz mieli zmazę nocną z jej powodu, zostają niewolnikami swoich własnych pragnień, nakręcanych przez MTV, VIVĘ i YouTube. Od tego momentu chodzi już tylko o to, żeby mieć owej zaczarowanej Dody choć troszkę więcej. W tym celu należy na bieżąco zapoznawać się z nowinkami z jej osobistego (hehe) życia, kupować wszystkie możliwe gadżety, płyty, zdjęcia itd. MIEĆ DODĘ!

Ale skąd ona się w ogóle wzięła? Tego nie wiem na pewno. Moja aktualna teoria głosi, iż jest dzieckiem Szatana i Rubika, chociaż równie prawdopodobne wydaje się, że swoim ‘niezwykle charakterystycznym sposobem bycia’ powoli rozbimbała dzwon głodnego sensacji społeczeństwa, które na początku tylko ‘coś o niej słyszało’, aż w końcu samo zaczęło mówić. Media natomiast skorzystały z okazji i natychmiast podłapały temat (jeśli nie same go stworzyły). Pieniądze zaś płyną strumieniami w obydwie strony. Niestety większość z nas nie jest ani z jednej, ani z drugiej.

Z założenia miał to być blog muzyczny, jednak tym razem nie potrafię napisać nic konkretnego na temat ‘twórczości’ Pani Doroty, ponieważ nie słucham hip-hopu. Wracam więc pokornie do biernego uczestnictwa w niezwykle treściwych dyskusjach dodowych. Sami zobaczcie jak istotna dla fanów jest jej MUZYKA (spośród wszystkich komentarzy dotyczących w jakikolwiek sposób Dody najwyżej 5% odnosi się do ‘jej muzyki’, przy czym 15% do skarpetek jakie założyła w miniony szabat, a 70% do odwiecznego pytania – czy Doda jest “fajna laska” czy może… “niefajna laska”; cytaty autentyczne, nicki zostały zmienione):

 

( 2007-08-20 16:20)
~jola
doda fajnie ze doda duzo spiewa to jej wyjdzie na dobre
kocham cie doda jestes moja fanka

( 2007-08-20 17:00)
~DUDZIAN

JAK TY WYGLADASZ!!! 1 KILOGRAM TAPETY!!! SLOWNICTWO TEZ WYSOKIE DO TWOJEGO IQ ZAL MI
CIEBIE .

( 2007-08-20 19:24)
~AuLa

A MNIE SIE TAM PODOBA KWIESTIA GUSTU HEHE

( 2007-08-20 19:44)
~LANU

Doda mozliwa laska,ale wolę swoją kwoczkę

 

Życzę cierpliwości i pozdrawiam,

efiel

Ok, na samym wstępie muszę się przyznać – nie mam pojęcia o polskim undergroundzie muzycznym! Ani zielonego jak Góra, ani pistacjowego jak Sanok, ani nawet bladego jak pupa. Jednakowoż nadal stać mnie na spostrzeżenia. Nie omieszkam więc i

spostrzegam: Offowa scena w IVRP żyje i dycha piersią pełną! Smutno się robi po włączeniu zet, rmf czy nawet trójki, ale okazuje się, że jest wyjście z tej jakże dramatycznej sytuacji! Nie chce być źle zrozumiany – nie chodzi mi o partyzantkę netlabeli (choć te również coraz lepiej sobie poczynają)! Mam raczej na myśli owoce ciężkiej pracy komercyjnych wydawnictw, jednak dbających o wysoką jakość swoich wyrobów, utrudniając tym samym ich odbiór zdebilałemu muzycznie społeczeństwu. Labele takie zaniżają również ilość dup kręcących się w teledyskach, co bezpośrednio odbija sie na airplay’ach. Ale “jest już późno, piszę bzdury. Kot zapędził mysz do dziury”, przejdźmy więc do konkretów:

spostrzegłem2: KAYAX – nie sprzedają Diamond Bitch, za to ich cenię. Marysia Peszek, Bisquit, Smolik (tego ostatniego akurat chwalić nie zamierzam) itd. Chyba nie jest źle. Eh, gdyby nie ta Tatiana Obornik.

Spostrzegłem3: Asfalt – hip-hopowo, acz morowo. Nikt nigdy nie mówił, że hip-hop jest zły, ewentualnie – zły hip-hop nie jest dobry. Niestety tak właśnie należy tagować większość materiału powstającego w Polszcze w tym trudnym gatunku. Osobiście uważam, że razem z Magikiem umarła nadzieja na dalszy rozwój haha w naszym (mimo wszystko) wesołym kraju. Jednak wierzę również w zmartwychwstanie. Dlaczego więc miałbym odmawiać go matce głupich? Tymczasem zmuszony jestem zadowolić się z(i)ombiakami, takimi jak OSTR, Fisz i Emade..a tychże właśnie wydaje bez większego zysku Asfalt. Cała przyjemność po mojej stronie medalu.
Spostrzegłem5: Jest już tak późno, że czwartego spostrzeżenia nie będzie. Dobranoc.

efiel

Etiuda dis-moll op. 8, nr 12 to jeden z ulubionych przeze mnie utworów Skriabina. Być może nawet jeden z ulubionych utworów w ogóle. Niestety w przypadku arcydzieł zachwyt absolutny może zaistnieć tylko w obliczu samego tworu – jego idei, zapisanej z przybliżoną dokładnością w nutach. Wykonanie takiego ‘intencjanalnego dzieła’ (R. Ingarden) to już inna sprawa. Tu też pojawia się problem, obok pogrzebanego psa.

Niektórzy znawcy tematu, ale i przeciętni melomani, uważają, że najlepszym wykonawcą muzyki Skriabina (być może nawet lepszym od samego kompozytora?) był Vladimir Horowitz. W zasadzie trudno się spierać z tą tezą, wszak uchodził on (i nadal uchodzi) za jednego z najwspanialszych pianistów XX wieku, a co więcej specjalizującego się w wykonywaniu muzyki kompozytorów rosyjskich i wschodnioeuropejskich. Dodatkowo jego sposób gry jest bardzo żywiołowy, zdawać by się mogło – wyłamujący się z jakichkolwiek konwenansów. Doskonała technika i głęboka ekspresja – to cechy z pewnością pożądane u pianisty grającego Skriabina.

Niestety im częściej mam okazję usłyszeć wykonania muzyki Skriabina inne niż Horowitzowskie, tym większe stają się moje wątpliwości, czy aby Horowitz rzeczywiście był najlepszy w tym temacie. Wszystko zaczęło się właśnie od wspomnianej na początku Etiudy, oraz jej niezwykłego wykonania przez Evgeny Kissina. Dopóki jednak go nie usłyszałem – kochałem się w Horowitzowskim popisie, który znajdziecie poniżej:

Co ciekawe, mojej Żonie performance ten nie podobał się nigdy. Twierdziła, że Horowitz “gra jak dziecko, za bardzo wali”, i chociaż w ‘głębi duszy’ dobrze rozumiałem co ma na myśli bezczelnie starałem się przekonać Ją, że jako słuchacz nieobyty z rosyjskim ekspresjonizmem zwyczajnie nie pojmuje w czym rzecz. Jednak jej wątpliwości dały mi wiele do myślenia, w końcu muzyka ma przecież wyrażać ludzkie emocje, które winny być zrozumiałe dla całej reszty gatunku homo-sapiens (nawet jeśli byłyby to uczucia przerysowane, skrajne – jak to jest w przypadku ekspresjonizmu). Idąc tym tokiem rozumowania – wykonawca takiej muzyki musi znaleźć wyważony sposób na wyrażenie uczuć uwięzionych przez kompozytora w dźwiękach, a raczej idei tychże dźwięków. Oczywiście ekspresjonizm polega na skrajnym subiektywizmie we wszystkich elementach ‘momentu estetycznego’ (interakcji pomiędzy kompozytorem, wykonawcą i odbiorcą), jednak subiektywizm nie oznacza przecież całkowitego niezrozumienia. Owo ‘wyważenie’ powinno być więc świadectwem dojrzałego podejścia do utworu, świadectwem osobistego pojęcia jego treści. Nie mówię tu o powściągliwości, o braku swobody – wręcz przeciwnie! Niestety Horowitz zdaje się momentami męczyć, grając Etiudę dis, zupełnie tak jak męczą się niedojrzałe muzycznie dzieci uczące się dopiero gry na instrumencie. Horowitzowi nie brakuje techniki, nie brakuje też pomysłu na wykonanie utworu. Jest za to przesada, męczenie instrumentu i słuchaczy. Jest powódź dźwięków, które brzmią zwyczajnie nieprawdziwie. Niektóre inne utwory wymagają przecież dynamiki ffff czy wręcz ‘torturowania’ instrumentu, ponieważ taka jest prawda i tego akurat prawda wymaga. Jednak nie w tym utworze, a raczej – nie w tym wykonaniu. Gdyby bowiem Horowitz czuł to na prawdę, gdyby czuł tą przesadę jako prawdę — przestawałaby być przesadą, stawałby się prawdą i wszystko brzmiałoby inaczej, chociaż prawie identycznie. Niestety dla wprawionego słuchacza (może nie powinienem generalizować, uściślę więc – dla mnie) wykonanie to sprawia wrażenie nieudanego, nieprawdziwego.

Być może nie doszedłbym do tych wniosków gdyby nie konfrontacja z wykonaniem Kissinowskim:

Tutaj zbędny jest już jakikolwiek komentarz. Kissin po prostu dobrze wie co robi. Ja też dobrze wiem słuchając właśnie tego wykonania.